Wypad stąd

wypad stąd

piątek, 23 grudnia 2016

Zanzibar. Pieniądze.

                Witajcie. Wiadomo, bez pieniędzy podróże są możliwe, co pokazuje nam, choćby mega archaiczny serial "Podróż za jeden uśmiech". Niestety (albo i stety) czasy, gdy świat był czarno-biały, dawno już minęły i we współczesnym świecie 4k, bez waluty trudno ruszyć w drogę. W poniższym poście nie będę zdradzał tajemnej wiedzy, jak za 100 pln dotrzeć do Japonii (szczerze?....nie wierzcie w zapewnienia ludzi, którzy twierdzą, że można przejechać busem wszechświat za 2pln dziennie), ale zajmę się pieniędzmi jakimi posługiwać się będziemy, w tym tropikalnym raju, zwanym dalej Zanzibarem.


Czym płacimy na Zanzibarze?


  Oficjalną walutą obowiązującą na Zanzibarze jest szyling tanzański (TZS). Obecnie 1000 szylingów to niecałe dwa złote....zatem po szybkiej  wizycie w kantorze, możemy poczuć się jak milionerzy w latach 90-tych.

Zanzibar | Tomasz Ol | Wypad stąd
Szyling tanzański
  W obiegu są nominały 500, 1000, 2000, 5000 i  bardzo ładny banknot ze słoniem o wartości 10000 TZS. 
Płacić możemy również monetami, ale mają one tak niewielką wartość, że resztę w bilonie otrzymałem tylko raz, robiąc zakupy w lokalnej "aptece". Zatem szanse na to, że w nasze ręce trafi metalowy szyling są raczej nikłe.

Czy szylingi tanzańskie można kupić w Polsce?


   Nie. Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, ale to nie problem. Na wyspie istnieje spora liczba kantorów, w których możemy zdobyć nasze upragnione szylingi. Wiadomo, lepszy kurs, oferują nam  punkty w mieści, niż ten na lotnisku. Możemy zatem wymienić jakąś minimalną kwotę po przylocie....a resztę w kantorze, do którego zawiezie nas z przyjemnością każdy taksówkarz, gdy będziemy jechać do naszego hotelu. Warto zapamiętać kurs waluty na lotnisku, aby w kantorze nie dać się oszukać.


Jaką walutę zatem zabrać ze sobą?


 Odpowiedz brzmi: DOLARY. Możemy również mieć przy sobie Euro, ale często się zdarza, że dla lokalsów Euro czy Dolar to jeden pies. Dla nas już nie, prawda? (przynajmniej w momencie pisania tego postu). Jeśli nie chcemy przewozić w majtkach zbyt dużej ilości gotówki (znowu te lata 90-te), to radzę sprawdzić, czy np. za noclegi nie można płacić kartą. I tutaj uwaga. To, że jakiś hotel honoruje karty Visa czy Mastercard, nie oznacza automatycznie, że za drinki czy obiad,  będziemy mogli zapłacić kartą.  Ja za noclegi płaciłem kartą...ale nie poprzez czytnik, a wklepując w komputer numer karty i kod....(tak jak przy zakupach przez internet).


Czy na Zanzibarze są bankomaty ?


  Tak....na Zanzibarze są co prawda bankomaty, ale jedynie w stolicy wyspy, czyli w Stone Town.  W miasteczkach i wioskach  położonych przy plaży, takiego luksusu jak ATM nie uświadczysz !!!! Dlatego lepiej mieć gotówkę, ale ważne informacja: miejmy przy sobie również kartę płatniczą. Za wizę na lotnisku płacimy tylko kartą (koszt 50$). 
Wiadomo, pieniądz jest pieniądz i na Zanzibarze zapłacimy również dolarami czy euro. Za wszelkie wycieczki  po wyspie, wynajęcie łódki czy taksówkę płacimy  w walucie obcej (dolary, euro). Lokalsi podają cenę w tej walucie i można negocjować jej wysokość...ale raczej nie formę płatności (jakoś wolą dolary niż szylingi). Co innego, gdy płacimy za obiad czy alkohol....tutaj również możemy zapłacić dolarami, ale bardziej opłaca nam się robić to w szylingach.
Przy okazji na stronie http://pl.coinmill.com/ dostępny jest kalkulator walutowy posiadający chyba wszystkie waluty na świecie.
I dobra rada na koniec....warto się targować i warto mieć zapas pieniędzy w twardej walucie....aby potem nie jechać busem paru godzin, do najbliższego bankomatu.....tyle.Wypad stąd.



piątek, 2 grudnia 2016

Zanzibar. Co zabrać ?

   Wypad stąd, w tak egzotyczne miejsca jak np. Zanzibar, rodzić może pewne obawy...Spokojnie, to naturalne, każdy je ma. Gdy już postanowimy opuścić naszą "strefę komfortu" (uwielbiam te coachigowe pitolenie), należy odpowiednio przygotować się do takiego wyjazdu. Oto kilka przydatnych rad.

Co koniecznie zabrać ze sobą na Zanzibar ?


Najważniejszą rzeczą jest nakrycie głowy i ......termometr.



   Czemu te dwie rzeczy? Z uwagi na temperatury jakie panują na Zanzibarze i nasłonecznienie, nakrycie głowy jest po prostu konieczne. Nawet, gdy trafi nam się lekko pochmurny dzień, ubierzmy coś na łeb. Sam doświadczyłem efektu spaceru z gołą głową, podczas przechadzki wzdłuż plaży, w  pochmurny dzień. Wydawało mi się, że słońca nie ma...i noc spędziłem naprzemiennie pod gorącym prysznicem (walcząc z dreszczami) i pod lodowatą wodą, studząc rozpalone czoło.
Na szczęście mój udar słoneczny nie został pomylony z atakiem malarii i nie pognałem taksówką do szpitala. Po pierwsze dlatego, że ewentualny okres inkubacji  był za krótki, oraz dzięki.......
   I tutaj pojawia się nasz drugi niezbędny przedmiot.....termometr. Tak, Zanzibar to rejon malaryczny. Nie chcę nikogo straszyć, ale tam naprawdę umierają ludzie na malarię. Oczywiście, sam termometr nie uchroni nas przed tą groźna chorobą, ale pozwoli stwierdzić czy "wychodzi z nas słońce" czy groźnie gorączkujemy. Nie bójmy się panicznie malarii, ale jej nie lekceważmy. Przed swoim wyjazdem na Zanzibar przeczytałem wiele informacji na temat tej choroby. Jedni bagatelizowali problem, podpierając się teoriami o spisku koncernów farmaceutycznych, inni opisywali negatywne skutki zażywania Malaronu. Nigdzie nie znalazłem jednak informacji, jak to jest tak naprawdę z tymi komarami. Wiadomo...słysząc słowo komar, wyobrażamy sobie całe roje krwiożerczych istot, które za wszelką cenę chcą przebić naszą skórę, aby móc  rozkoszować się naszą czerwoną  tkanką płynną. Na szczęście Zanzibar to nie Mazury...i komary nie występują tam w wielkich czarnych chmurach unoszących się nad powierzchnią jeziora. Nie widać ich, ani ich nie słychać (tak, tamte komary nie bzyczą), ale są. Zatem aby uniknąć ukąszenia, a co za tym idzie malarii,   stosujmy  repelenty z wysoką zawartością DEET. Podobnie jak rosyjskie mundury, są one dostępne w każdym sklepie surwiwalowym. W tym miejscu możemy również, nabyć drogą kupna, składane moskitiery. Wiadomo, teoretycznie w każdym pokoju nad łóżkiem wisi moskitiera, ale czasem jej stan pozostawia wiele do życzenia. Wtedy rozkładamy swoją i voila.

Zanzibar | Tomasz Ol | Wypad stąd |Tanzania | Jambiani
Jambiani fot. Kasia B

Malaria, malaria, malaria i co jeszcze?


    Przyda nam się również obuwie do "chodzenia po wodzie". Oczywiście nie mam tu na myśli takiego, które sprawi, iż 12 lokalnych rybaków ruszy za nami przez wyspę wsłuchując się w głoszone przez nas prawdy.  Wiecie pewnie o jakie buty mi chodzi. Co prawda plaże na Zanzibarze są piaszczyste, ale na dnie pełno jest jeżowców, rozgwiazd i innych stworzeń, które tylko czekają żeby wbić się  w nasze piękne stopki.....Przydadzą się one zwłaszcza ( buty nie wymienione wcześniej stworzenia) jeśli wybieramy się w okolice Paje i Jambiani. Miejsca te słyną z bardzo dużych odpływów....Jeśli w czasie jednego z nich zechcemy za wszelką cenę wykąpać się w morzu, zmuszeni będziemy udać się na niezły spacer...przedzierając się przez pozostałe po odpływie kałuże. Uwierzcie mi....lepiej to robić w butach, W butach, a nie klapkach. Denne osady potrafią tak zassać nasze obuwie, że przeciętny klapek tego nie przeżyje, i przy próbie wyciągnięcia nogi no....przestanie być klapkiem.
   O koszulkach, kremach z filtrem, balsamach po opalaniu nie piszę bo to jak mawiał klasyk oczywista oczywistość.

Coś jeszcze ?

 
    Tak. Koniecznie zabierzmy ze sobą angielskie adaptery do gniazdek, pieniądze i coś dla dzieci. Temat waluty oraz lokalnych urwisów postaram się omówić w kolejnych postach. Obiecuję opisać również, jak wygląda nasza apteczka, którą zabieramy ze sobą......a teraz.... Wypad stąd.

Tanzania| Tomasz Ol | Wypad stąd | Zanzibar | Drinki
Drynky Fot. Kasia B

czwartek, 13 października 2016

Czy opłaca się kupić JR Pass?

         Wielu z Was, przed wypadem stąd, zastanawia się zapewne, ile funduszy potrzebuje, aby móc ruszyć w drogę. Japonia, zapewne się domyślacie, nie należy do miejsc wybitnie tanich. Przeciwnie, nasze finanse mogą zostać mocno nadwyrężone, gdy będziemy delektować się urokami kraju, gdzie kwitnie wiśnia. Co zrobić aby tak nie było? Nie oszukujmy się. Tania Japonia to oksymoron. Nawet organizując wszystko na własną rękę, narażeni jesteśmy na spore wydatki.....ale są sposoby by trochę je zredukować.
       Pierwszym i najpopularniejszym sposobem na spore oszczędności jest zakup JR Pass. (Japan Rail Pass). Jest to specjalna karta, dzięki której możemy praktycznie w nielimitowany sposób podróżować koleją po japońskich wyspach. Praktycznie....bo jak zwykle jest pewien haczyk. Tym razem nieduży, ale zawsze...

Czy opłaca się kupić JR Pass? 


I tak i nie....Wszystko zależy od naszego planu podróży.

       Jeśli zamierzamy zwiedzić tylko Tokio, karta jest zbędnym zakupem. W obrębie stolicy, na niektórych odcinkach, można co prawda podróżować  koleją (czyli np. Japan Railways), ale taniej i wygodniej będzie kupić nam bilet dniowy na metro.  Pytanie tylko, czy opłaca się lecieć kilkanaście godzin, tylko po to, aby zwiedzić jedynie stolicę Japonii? Odpowiedzi na to pytanie, musicie udzielić sobie sami. Jak pokazuje ten film z Tokio, miasto to ma wiele do zaoferowania, więc jeśli nie możemy sobie pozwolić na długi urlop, tydzień w Tokio pozwoli nam poznać uroki stolicy Japonii.


JR Pass | Tomasz Ol | Wypad stąd | Japonia | Shinkansen
JR Pass Fot. Tomasz Ol

Kiedy opłaca się zakup JR Pass?

       Jeśli zamierzamy wyruszyć poza Tokio, chcemy zwiedzić np. Kioto, Osakę, Hiroszimę....zakup JR Pass jest wręcz obowiązkowy. Pewnie zastanawiacie się, czy nie lepiej podróżować po Japonii np. samochodem, albo autobusem. Moim zdaniem, odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna: "nie, nie lepiej".  Każdy mieszkaniec Polski zapewne ma jakieś przykre doświadczenia związane z koleją. A to brud, a to tłok, a to komfort niemal zerowy, no i ten koszmarnie długi czas przejazdu. Dlatego większość z nas wyruszając w podróż decyduje się na samochód, albo na któryś z ekspresowych autobusów. A teraz wyobraźcie sobie sytuację, gdzie odległość między Tokio a Kioto (czyli jakieś 513 km), pokonujemy w 2,5 godziny. (158 minut). Brzmi pięknie prawda? Punktualnie wyruszamy z centrum jednego miasta, by równie punktualnie dojechał do centrum drugiego, omijając po drodze wszelkie korki. Wszystko o czasie, sprawie, szybko, komfortowo i niestety drogo.... Pojedynczy przejazd Shinkansenem między Tokio a Kioto kosztuje ok 600 PLN. Aby zachęcić obcokrajowców do odwiedzania Japonii, wprowadzono w tym kraju szereg zniżek, które przysługują tylko obcokrajowcom. Jest to fenomen, z jakim nie spotkałem się, nigdzie indziej na świecie. JR Pass jest właśnie taką zniżką. 

Shinkansen | Tomasz Ol | Wypad stąd | Japonia|
Shinkansen Fot. Tomasz Ol

Ile kosztuje JR Pass? 

      Cena JR Pass zależy od długości okresu w jakim będziemy używali tej karty, klasy wagonu (jest zwykła i zielona), wieku podróżnego (dzieci w wieku 6-11 lat płacą połowę) no i oczywiście od kursu walut. Obecnie ceny kształtują się na następującym poziomie:



Zwykły (2 klasa)
Zielony (1 klasa) 

Dorośli              
Dzieci (6-11 lat)
Dorośli               
 Dzieci (6-11 lat)
 7 dni
1099 PLN
549 PLN
1465 PLN
737 PLN
 14 dni
1744 PLN
873 PLN
2368 PLN
1188 PLN
 21 dni
2229 PLN
1119 PLN
3089 PLN
1547 PLN


1744 PLN za 14 dni wydaje się być wygórowana ceną , jednak gdybym miał kupować bilety w "normalny sposób", bez posiadania tej karty mój budżet uszczupliłby się o ok. 3750 PLN, bo właśnie tyle musiałbym wydać kupując bilety w tradycyjny sposób. O tym jak używać karty JR PASS, jakie dodatkowe korzyści mamy z posiadania tej karty, jaki jest haczyk,oraz jak i gdzie ją kupić, napiszę  w późniejszym poście.

Wypad stąd.

piątek, 7 października 2016

Film z Tokio



Film z Tokio
Fot. Tomasz Ol
  


        Nasz wypad stąd do Japonii, dostarczył nam nie tylko mnóstwa ciekawych przeżyć, ale i zapełnił kilka kard SD, zdjęciami i filmami. Po wielu godzinach pracy, udało się w końcu poskładać w całość film z Tokio . Spokojnie, w planach są także inne miejsca w Japonii, ale na to potrzeba trochę czasu. 
       Przy okazji, czy filmując lub robiąc zdjęcia w obcym kraju, nie zastanawialiście się nigdy czy w sidła waszego obiektywu nie wpada jakaś znana persona? Pomyślcie, ile osób przewija się przez polskie media, te tradycyjna jak i ten internetowe. Są to osoby rozpoznawalne w Polsce, ale poza jej granicami (nie licząc pewnych wyjątków) już raczej nie. Teraz pomnóżcie tę liczbę przez ilość państw na świecie. Przecież część z tych osób również może uwielbiać podróże. Do tego dochodzą oczywiście lokalne gwiazdy. My Polacy możemy rozpoznać znanego Amerykanina, ...może Anglika albo Szweda, ale tylko pod warunkiem, że zrobił karierę w Hollywood, no albo gdy jesteśmy fanami np. skandynawskich kryminałów.  W innym wypadku przejdziemy obok "znanej lokalnie" osoby obojętnie.
      Tak było i w naszym wypadku. Podczas kręcenia filmu w Tokio, okazało się, że uwieczniliśmy na naszych kartach SD, akcję promocyjną zespołu FEMM. 
    FEMM to całkiem znamy w Japonii zespół, wykonujący mocno elektroniczny pop. Dowiedzieliśmy się o tym po fakcie, z komentarza na youtubie, polskiej fanki zespołu ;)
Muzyka jak muzyka....ale stroje wokalistek mocno oddziałują na wyobraźnię....chociaż nie. Kawałek wannabe jest całkiem, całkiem... To tyle o FEMM... i naszym filmie z Tokio....aha jeśli już go oglądacie, to oglądajcie go koniecznie  w 1080p.  Wypad stąd.